1. Na początek trochę historii

 

W Starym Testamencie nie ma wzmianki o darze języków, natomiast w Nowym pojawia się 30 razy. Jest on opisany jako coś częstego i normalnego. Został zapowiedziany przez Jezusa po Jego zmartwychwstaniu:

„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą;” (Mk 16,15-17).

Dar pojawił się po zesłaniu Ducha Świętego:

„Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.” (Dz 2,1-4).

Od samego początku dar języków budził, że tak ładnie powiem, zdziwienie:

„Zdumiewali się wszyscy i nie wiedzieli, co myśleć: Co ma znaczyć? – mówili jeden do drugiego. Upili się młodym winem – drwili inni.” (Dz. 2,12-13).

Po zesłaniu Ducha Św. dar się szybko rozpowszechnia, również na pogan. W Dziejach Apostolskich czytamy na przykład o rodzinie Korneliusza. Gdy Piotr im mówił o Jezusie:

„…zdumieli się wierni pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Piotrem, że dar Ducha Świętego wylany został także na pogan. Słyszeli bowiem, że mówią językami i wielbią Boga.” (Dz 10,45-46).

Inny przykład, nowo ochrzczonych w Efezie:

„A kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich. Mówili też językami i prorokowali.” (Dz 19,6).

Paweł miał ten dar: „Dziękuję Bogu, że mówię językami lepiej od was wszystkich.” (1Kor 14,18).

Wśród wspólnoty w Koryncie dar języków był tak powszechny, że Paweł w Pierwszym Liście daje wskazówki na temat jego funkcjonowania, aby wszystko odbywało się, jak pisze, „godnie i w należytym porządku”.

Po upływie I wieku zanikają informacje o szerokim występowaniu daru języków. Modlitwa w językach stała się rzadka i zarezerwowana dla życia zakonnego, dla świętych (np. św. Franciszek Ksawery, Proboszcz z Ars).

Dar modlitwy językami, tak jak inne charyzmaty, ponownie staje się coraz powszechniejszy od ponad stu lat, kiedy to zaczęły rodzić się na gruncie protestanckim kościoły zielonoświątkowe. W Kościele Katolickim z nowym otwarciem się Ducha Świętego i jego charyzmaty mamy do czynienia od Soboru Watykańskiego II, a szczególnie od 1967 roku, kiedy to narodziła się Odnowa w Duchu Świętym.

 

2. Czym jest modlitwa w językach?

 

Dar języków można podzielić na dwie postacie: powszechniejszą modlitewną (modlitwa w językach) i rzadszą prorocką (wygłoszenie proroctwa).

Modlitwa w językach jest przede wszystkim formą modlitwy prywatnej, nawet wtedy gdy odbywa się w obecności innych, na spotkaniach modlitewnych. Modlący się w ten sposób człowiek jest świadomy, że mówi (nie wpada w trans, modli się w pełni władz umysłowych, może zacząć i skończyć kiedy uzna za stosowne), nie wie tylko co mówi. Czy jest to konkretny język? Czasem tak, ale najczęściej nie. Te dźwięki nie do rozszyfrowania służą modlitwie:

„Ten bowiem, kto mówi językiem, nie ludziom mówi, lecz Bogu. Nikt go nie słyszy, [tzn. nie rozumie] a on pod wpływem Ducha mówi rzeczy tajemne.” (1Kor 14,2).

W tej formie dar języków ma na celu przede wszystkim pomóc nam w modlitwie:

„Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.” (Rz 8,26-27)

Gdy więc brakuje nam słów, chcielibyśmy dłużej wielbić Boga, ale nie wiemy jak, wtedy właśnie modlitwa w językach jest bardzo pomocna.

I ciekawostka. Innym celem daru języków jest to, aby Bóg był uwielbiony w każdym języku.

„…aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca.” (Flp 2,11).

A wiele języków wymarło zanim Jezus przyszedł na świat, więc może, modląc się językami, uwielbiam Pana w jakimś starym, dawno zapomnianym języku?

Dar modlitwy w językach jest aktualnie dość powszechny, ale nie wszyscy otrzymują ten dar i nie od razu po wylaniu Ducha Św. Nie jest to dowód wylania, czym różnimy się od kościołów zielonoświątkowych, które głoszą, że jeśli nie modlisz się językami, nie masz Ducha . Wg tradycji Kościoła tak nie jest. Wielu świętych nie modliło się językami, a zostali świętymi. Dar języków nie jest zarezerwowany dla Odnowy w Duchu Świętym. Każdy ochrzczony otrzymał Ducha Św., Jego dary i Jego różne charyzmaty.

Dar języków pochodzi bezpośrednio od Ducha świętego i zwykle jest owocem modlitwy o wylanie. Wymagana jest tutaj otwartość, chęć i współpraca z naszej strony. Po prostu trzeba zacząć się modlić w językach. Chociaż czasami ten dar przychodzi na zasadzie walnięcia cegłówką i nagle zaczynam się modlić. Najczęściej jednak po prostu trzeba przełamać się, otworzyć usta i zacząć wydawać dźwięki.

Tak jak każdy charyzmat, dar języków, gdy nie jest używany, zanika.

Charyzmaty, jako specjalne dary Ducha Świętego, służą przede wszystkich wspólnocie, budowaniu wspólnoty. Inaczej jest z darem języków, który służy głównie budowaniu osoby, która w ten sposób się modli.

„Ten, kto mówi językiem, buduje siebie samego” (1Kor 14,4).

Modlitwa w językach jest modlitwą prywatną i możemy się w ten sposób modlić kiedy chcemy – w samotności (zgodnie ze wskazówkami Pawła) i we wspólnocie.

Śpiew w językach jest szczególną formą modlitwy w językach, śpiewaną na improwizowaną indywidualnie melodię, ale tworzącą w grupie harmonijną całość.

Druga forma daru języków, to proroctwo w językach, które, jak inne charyzmaty, służy do budowania całej wspólnoty. Proroctwo w językach ma miejsce wtedy, gdy ktoś odczuwa potrzebę modlitwy w językach, a ktoś inny wie, co to znaczy (chociaż nie zna tego języka!) i tłumaczy. Dar języków współpracuje tutaj z darem tłumaczenia języków. Apostoł Paweł wręcz domagał się tłumaczenia:

„Jeżeli korzysta ktoś z daru języków, to niech mówią kolejno dwaj, najwyżej trzej, a jeden niech tłumaczy! Gdyby nie było tłumacza, nie powinien mówić na zgromadzeniu; niech zaś mówi sobie samemu i Bogu!” (1 Kor 14,27-28).

 

3. Czy dar języków niesie ze sobą jakieś zagrożenia?

Dar języków nie jest wyznacznikiem tego, czy spotkanie modlitewne było udane, czy też nie.

Dar języków nie jest ABSOLUTNIE wyznacznikiem osobistej świętości, głębokiego etapu rozwoju duchowego. To ze sobą nie ma NIC wspólnego. Można być bardzo początkującym, raczkującym chrześcijaninem, albo wręcz jeszcze poganinem (jak Korneliusz) i mieć ten dar. I można też żyć w głębokiej relacji z Bogiem długie lata i nie modlić się językami. Tak więc posiadanie tego daru nie może być powodem wywyższania się ponad innych (jestem lepszy, jestem bardziej uduchowiony…). GUZIK prawda!

Św. Paweł mówi:

„Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć? Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.” (1 Kor 12,29-13,1)

Bez miłości, dar języków (i inne charyzmaty) można sobie, ładnie mówić, podarować.

 

4. Czy warto modlić się w językach?

 

Odpowiadam – ZDECYDOWANIE WARTO!

Chciałbym, żebyście wszyscy mówili językami.” 1 Kor 15,5.

Co nam daje modlitwa w językach:

  • Jest nieoceniona, gdy brakuje nam słów, a chcemy dłużej wielbić Boga. Dla wielu z nas długie uwielbienie własnymi słowami jest trudne i męczące. Po prostu szybko kończą się nam pomysły. Modląc się językami, możemy głośno, bez żadnych kompleksów uwielbiać Pana Boga ile tylko chcemy. Możemy robić to jadąc samochodem, biorąc prysznic, biegnąc, idąc, leżąc…

  • Pozwalamy, by Duch Święty modlił się w nas. On wie najlepiej, co w nas głęboko drzemie, co nas naprawdę trapi, jakie są tego korzenie. Może wtedy dojść do wewnętrznego uzdrowienia z nieujawnionych urazów, o który nie mieliśmy pojęcia i własnymi słowami nie prosilibyśmy o ich uzdrowienie.

  • Modlitwa w językach jest bardzo zalecana w czasie modlitwy wstawienniczej. Wstawiennicy i osoba, która prosi o modlitwę, często nie wiedzą, co tak naprawdę stoi za problemem, z którym ta osoba przyszła do modlitwy. A Duch Święty WIE! Dzięki modlitwie w językach, pozwalamy mu działać, dajemy mu wolną rękę.

  • Dar języków jest najprostszym charyzmatem, ale wymaga mniejszego lub większego przełamania się. I jak już uczynimy ten krok, otwieramy się się na inne charyzmaty. Modlitwa językami jest bramą do innych charyzmatów. Takie jest doświadczenie wielu osób.

  • W czasie rekolekcji w Bystrej Jurek mówił o tym, że gdy nachodzi go pokusa, modli się językami i mu od razu przechodzi. Sprawdziłem, działa!

Opracował: Janusz Kawik

Korzystałem z między innymi z artykułu „Charyzmat języków” na stronie dwumiesięcznika „Szum z nieba”. Cały artykuł znajdziesz tutaj.

  • W parafii mamy codziennie msze święte (rano i wieczorem)
  • W parafii mamy różne nabożeństwa, Różaniec, Droga Krzyżowa
  • W parafii mamy całodzienną adorację, można podejść o dowolnej porze i adorować Pana Jezusa ile tylko chcemy i na ile pozwala nam czas.

Co takiego daje wspólnota taka jak nasza, a czego nie ma w kościele parafialnym?

Wspólnota daje możliwość nawiązania bliższej relacji, poznania się, nawet zaprzyjaźnienia się ze sobą. Przestajemy być dla siebie anonimowi, a zaczynamy stawać się sobie bliscy. Jak w rodzinie. Albo nawet czasami bardziej jak w rodzinie.

Do tego właśnie służą spotkania w małych grupach.

Bez małych grup, w większej wspólnocie, taka jak nasza, mamy msze, adoracje, modlimy się razem. Owszem, znamy się po imieniu, ale nic więcej.

Po co więc mała grupa?

  • Aby lepiej się poznać.

  • Aby zejść na głębszy poziom relacji.

  • Na spotkaniach całej wspólnoty czasami dzielimy się, ale wtedy:

    • mówią zazwyczaj te same osoby,

    • te same osoby nie odzywają się,

    • czujemy, że to nie jest miejsce, na głębsze dzielenie.

  • Żeby móc z innymi podzielić się tym, co dla nas ważne. Nie każdy ma możliwość powiedzieć np. w domu o czymś, czym chciałbym się podzielić. Nie każdy ma osobę/osoby, którym może wszystko powiedzieć. Właśnie mała grupa ma być miejscem, gdzie można podzielić się wszystkim.

  • By osoby mniej śmiałe, miały możliwość dzielenia się (mój przykład).

  • Mało modlimy się wstawienniczo za siebie nawzajem. W małej grupie powinno być czymś naturalnym, że na bieżąco, gdy ktoś dzieli się czymś trudnym, modlimy się wstawienniczo (np. na końcu, nie musi być krótko).

  • Pamiętamy o sobie nawzajem, modlimy się za siebie.

  • Żeby czuć się bezpiecznie.

  • Żeby czuć się zrozumianym, akceptowanym, akceptowanym takim jakim się jest.

Jak to powinno wyglądać spotkanie w małej grupie?

  • Nad całością czuwa animator:

    • On odpowiada za całe spotkanie.

    • On pilnuje czasu.

    • On nie pozwala się rozgadać tym, którzy lubią dużo mówić.

    • Daje możliwość podzielenia się osobom, którym dzielenie nie przychodzi łatwo.

    • Do animatora się zwracamy, gdy mamy pytania wątpliwości.

    • Animator troszczy się o swoją grupę, np. zadzwoni, gdy ktoś przestaje chodzić na spotkania.

  • Modlitwa na początek i koniec.

  • Możemy pomodlić się wstawienniczo za siebie.

    Na koniec kilka rad praktycznych dotyczących słuchania i dzielenia:

    ZASADY DOTYCZĄCE SŁUCHANIA

    1. SŁUCHAJ, gdy ktoś się dzieli.

    2. Nie sądź, ani nie potępiaj nawet w myśli. „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni” (Łk 6.37). Uczucia nie są dobre ani złe. Jeżeli osądzasz niewłaściwie uczucia innych, zły jest twój osąd a nie ich uczucia.

    3. Staraj się nie przerywać dzielenia innej osoby.

    4. Nie zadawaj pytań, jakbyś prowadził dochodzenie. Tego rodzaju pytania mają na celu wydobycie od osoby wiadomości, którymi nie chcą się w tej chwili (a może w ogóle) podzielić. Z pytania pomocniczego, które zadajesz, powinno wynikać, iż pragniesz zgłębić problem, ponieważ zatroskany jesteś o tę osobę. Najlepiej pytać, gdy ktoś skończył już dzielić się swymi przeżyciami lub gdy napotyka na trudności w wyrażaniu tego, czym niewątpliwie chce się podzielić.

    5. Nie czyń poprawek. Zastanów się, zanim zaczniesz udzielać rad. Często osoba, które się dzieli, chce być po prostu wysłuchana, a nie koniecznie chce być zasypana radami. Najlepiej najpierw wysłuchać drugiego, zanim udzieli się mu pomocy.

    6. Nie przerywaj milczenia, gdy ktoś zrobi przerwę, aby się zastanowić.

    7. Dzielący się ufa tobie, że nie rozpowiesz „na prawo i lewo” tego, co usłyszałeś. Nie zawiedź go!

    ZASADY DOTYCZĄCE DZIELENIA SIĘ

    1. Każde dzielenie się z innymi musi być oparte na wolności.

    2. Smutek dzielony z innymi naprawdę dzieli się. Radość, gdy się nią dzielimy, ona się mnoży!

    3. Mów o sobie samym. Dziel się własnymi uczuciami. Nie uogólniaj Nie używaj wyrażeń typu my, ktoś, ludzie.

    4. Nie wszczynaj dyskusji ani komentarzy posługując się takimi zwrotami retorycznymi jak: Czy nie wydaje się wam, że…?, Czy nie uważacie, że…?

    5. Nie moralizuj ani nie upominaj używając takich słów jak: powinieneś, musisz. Unikaj takiego stylu.

    6. Nie spiesz się, masz czas. Nie krępuj się, jeśli będziesz potrzebował chwili milczenia na zastanowienie się podczas dzielenia się z innymi, abyś swoje uczucia mógł lepiej wyrazić.

    7. Zakończ słowami: Chwała Panu! Po pierwsze oddasz Bogu chwałę w tym, czym się dzieliłeś. Po drugie dasz wyraźnie znać, że skończyłeś.

Opracował: Janusz Kawik

Ks. Mieczysław Maliński
Modlitwa ma rozmaite formy. Może być prywatna – osobista i publiczna – społeczna. Każda
modlitwa chrześcijanina – nie tylko społeczna, ale nawet najbardziej prywatna – nie jest prywatna
w sensie świeckim. Modlimy się do Ojca z Chrystusem – to Chrystus modli się z nami do swojego
Ojca.
Może być cicha, głośna, śpiewana. Może być rozważaniem, medytacją nad prawdami wiary świętej.
Może być bezsłowna – jako trwanie w obecności Boga.

Po pierwsze, można modlić się tekstami przez kogoś ułożonymi. Powtarzamy je uznając za swoje.
Wśród takich modlitw najdroższa jest „Ojcze nasz”, którą ułożył nam Pan Jezus.
Oczywiście nie jesteśmy w stanie za każdym razem wypowiedzieć ani tej, ani żadnej innej z całym
zaangażowaniem, w całej naszej wewnętrznej prawdzie. Przecież jednak za każdym razem coś
z niej stanie się nasze, wyrazi nas – wypowiemy przez nią samych siebie.

W modlitwie prywatnej są z kolei modlitwy słowne, które sami tworzymy. I te są najwartościowsze.
Chociażby tamte były słowami ułożonymi nawet przez największych świętych, chociażby były
słowami anielskimi albo nawet samego Pana Jezusa. Bo te są najbardziej autentyczne, najbardziej
nasze – najbardziej modlitwy. Czasem takie modlitwy wypowiadamy ustami, głośniej lub ciszej. Ale
to czasem. Przeważnie pozostają w pokładzie myśli. I mówimy do Pana Boga myślami swoimi. A w
zasadzie nawet nie myślami, ale całym sobą. Jak to czasem mówi się: całą swoją duszą.

Trzeba się uczyć modlitwy. Również i rozmaitych form modlitwy. A do nauki należą
niepowodzenia i trudności, przezwyciężanie ich, dochodzenie do coraz lepszych wyników.
Sprawą bardzo ważną jest, aby nie ograniczać się do jednej czy paru form modlitwy
z wykluczeniem innych. Oczywiście, każdy człowiek powinien sobie znaleźć sposób mu najbliższy,
ten który mu najbardziej odpowiada, ale nie powinien na nim kończyć, lecz korzystać z całej palety
możliwości rozmaitych form modlitewnych, żeby się rozwinąć w doskonałego człowieka,
pamiętając o tym, że ze wszystkich jego działań modlitwa jest najważniejsza. Bo mu dopomaga, by
się nie zagubił w rozlicznych zajęciach, jakie go absorbują, aby Bóg był dla niego zarówno celem,
do którego dąży wszystkimi pracami domowymi i zawodowymi, wszystkimi dniami i latami, jak i
aby On stał się treścią jego poczynań, motywacji, intencji, dążeń, aby z Nim się coraz bardziej
jednoczył.

Powinna istnieć równowaga pomiędzy pracą a modlitwą. Życie nie może się zamienić
w odmawianie pacierzy ani nie może się zamienić w produkcję. Gdy zaginie modlitwa, zagubi się
człowiek, bowiem zgubi istotny motyw swojej pracy. Gdy zaginie praca, człowiek nie wypełni tego,
do czego go Bóg powołuje – służby człowiekowi.
Istnieje ścisłe powiązanie modlitwy z życiem – im lepiej potrafimy się modlić, tym lepiej potrafimy
żyć. Uczciwe życie jest niewątpliwym wynikiem dobrej modlitwy.
Ale funkcjonuje również sprzężenie zwrotne: tym lepiej potrafimy się modlić, im lepiej potrafimy
żyć. Głęboka modlitwa jest niewątpliwym wynikiem dobrego życia.

W pewnym sensie możemy do modlitwy zaliczyć każdy czyn, który jest podyktowany miłością,
sprawiedliwością, który jest bezinteresowną służbą drugiemu człowiekowi. Bo to przecież też jest
otwarcie się na Boga, który jest Miłością i Sprawiedliwością. W tym sensie można rozumieć
sformułowanie: trzeba się zawsze modlić, a nigdy nie ustawać.